Nic samo się nie dzieje
Jak powstaje rodzinna historia?
Od pikielhauby do Virtuti Militari
Pamięć o Józefie juniorze była w naszej rodzinie obecna od zawsze, choć nie zachowały się po nim w zasadzie żadne dokumenty, poza metryką śmierci. Zostały natomiast fotografie przechowywane w domu dziadków, z którymi mieszkałam jako mała dziewczynka w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych. W starej, drewnianej, intarsjowanej skrzynce było ich wiele i bardzo lubiłam je oglądać.
Spośród tych wszystkich zdjęć utkwiły mi w pamięci szczególnie dwa. Pierwsze przedstawiało Józefa w pruskim mundurze. Drugie wykonano po jego śmierci. W dzieciństwie budziło we mnie niepokój, dziś widzę w nim obraz przejmujący i głęboko symboliczny: ostatnie honorowe pożegnanie żołnierza, wśród wartowników, na tle sztandaru z napisem „Boże zbaw Polskę”. Ta fotografia pozostaje dziś dla mnie ważną pamiątką.
Minęło pół wieku, zanim postanowiłam dowiedzieć się, kim naprawdę był Józef Babiak.
Pierwszym krokiem była kwerenda w Bundesarchiv. Na odpowiedź czekałam ponad rok. Gdy wreszcie nadeszła, okazało się, że nie odnaleziono żadnych akt. Nie było to zaskoczeniem, ponieważ dokumentacja armii pruskiej z okresu Wielkiej Wojny zachowała się tylko fragmentarycznie. W genealogii i historii rodzinnej takie milczenie archiwum też bywa odpowiedzią. Mówi nie tyle o losach konkretnej osoby, ile o wojennym losie samych źródeł.
Kolejnym ważnym tropem okazały się niemieckie listy strat publikowane w „Armee-Verordnungsblatt – Verlustlisten”. Nazwisko Józefa pojawiło się tam dwukrotnie. Każda z tych krótkich wzmianek stała się punktem zaczepienia dla dalszych poszukiwań.
Wiele szczegółowych informacji dostarczyły także opracowania historyczne, przede wszystkim niemieckie tomy „Der Weltkrieg 1914 bis 1918” i „Somme-Nord”, a także kanadyjskie opracowanie „Official History of the Canadian Army in the First World War”. Dla genealogii wojskowej takie książki są czymś więcej niż tłem. Pozwalają przejść od pojedynczego nazwiska do świata, w którym żył i walczył właśnie ten konkretny człowiek.
Nieocenionych wskazówek udzielili mi autorzy facebookowego profilu „Poznańczycy na frontach Wielkiej Wojny”. Dzięki ich pomocy udało się odtworzyć szlak bojowy dywizji, w której służył Józef. Dopiero wtedy rozproszone informacje zaczęły układać się w logiczną całość.
Bardzo dużo wniosła kwerenda w Centralnym Archiwum Wojskowym, dziś będącym częścią Wojskowego Biura Historycznego. Otrzymane materiały nie dotyczyły oczywiście pruskiego munduru, lecz późniejszej, polskiej drogi wojskowej Józefa. To właśnie z tych dokumentów zaczęła wyłaniać się opowieść, której wcześniej znałam jedynie zarys.
Znalazło się w nich bardzo poruszające źródło: w 1936 roku brat Józefa, Jan Babiak, napisał do Kapituły Orderu Virtuti Militari list, w którym przypominał bohaterstwo zmarłego brata, ale przede wszystkim prosił o pomoc dla żyjącej w biedzie rodziny. Jako bezrobotny nie oczekiwał zapomogi, lecz pracy, która pozwoliłaby mu utrzymać najbliższych. Trudno nie dostrzec kontrastu między pośmiertnym odznaczeniem a codziennymi troskami tych, którzy pozostali przy życiu. Odpowiedź była krótka i urzędowo bezduszna. Kapituła poinformowała, że zajmuje się wyłącznie sprawami samych kawalerów orderu. Przy okazji poproszono jednak Jana o wypełnienie kwestionariusza dotyczącego zmarłego brata i odesłanie fotografii. W odpowiedzi przesłał wymagane dokumenty, jak również własnoręcznie sporządzony życiorys Józefa. To właśnie z niego dowiadujemy się o ranach odniesionych we Francji, rozbrojeniu niemieckiej warty, wyznaczonej za niego nagrodzie i okolicznościach śmierci. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten tekst jest czymś więcej niż rzeczowym załącznikiem. To świadectwo pamięci wystawione przez brata.
Ważnym uzupełnieniem okazał się sporządzony w 1922 roku w Biedrusku wniosek o nadanie Orderu Virtuti Militari. Zawiera on oficjalny opis działań Józefa: dowodzenie oddziałem, wysadzanie mostów, zniszczenie fabryki amunicji i sprowadzanie broni z terenu Niemiec. Dokument podkreśla jego odwagę, samodzielność oraz świadomość narodową. Pokazuje, że nie był jedynie uczestnikiem wydarzeń, lecz człowiekiem, którego czyny uznano za godne najwyższego polskiego odznaczenia wojskowego.
W odtworzeniu późniejszego etapu życia Józefa, związanego z walką o polski Śląsk, pomocna okazała się książka kapitana Marjana Głuta „Zarys historii wojennej 75-go pułku piechoty”. To właśnie w niej znalazłam wzmianki potwierdzające jego udział działaniach bojowych i pokazujące, że te zasługi zostały dostrzeżone już przez współczesnych.
Cennym źródłem okazały się archiwalne gazety dostępne w Bibliotece Narodowej „Polona” i Śląskiej Bibliotece Cyfrowej. Relacje prasowe pozwoliły odtworzyć atmosferę uroczystości odsłonięcia Mauzoleum Powstańców Śląskich w Sosnowcu. Dowiedziałam się z nich nie tylko, kto uczestniczył w tym wydarzeniu, ale także, że organizatorzy zadbali o jego filmową dokumentację.
Pisząc historię Józefa, nie mogłam odmówić sobie sięgnięcia również do jednej z moich ulubionych książek o Wielkiej Wojnie – „Święta wiosny” Modrisa Eksteinsa. Towarzyszyła mi ona od dawna, bo ponad dekadę temu projektowałam okładkę jej polskiego wydania.
Na zakończenie chciałabym przytoczyć pochodzący z niej cytat, który nie zmieścił się w głównym wpisie:
[…] jedynie czarny deszcz z posiniaczonych i obrzmiałych chmur […] pasuje do takiego krajobrazu. Deszcz popędza nas, cuchnące błoto staje się coraz bardziej żółte, leje po pociskach wypełniają się zielono-białą wodą, drogi i trakty pokrywają się kolejną warstwą szlamu, czarne umierające drzewa stają się oślizgłe od wilgoci, pokryte potem, a ostrzał nie ustaje […] ludzie pogrążają się w mogile, którą jest ta ziemia […] To nie do wypowiedzenia, bezbożne, beznadziejne.
(Paul Nash w liście do żony, 16 listopada 1917)
Polecam też oczywiście każdemu jedną z najgłośniejszych powieści XX wieku „Na Zachodzie bez zmian” Ericha Marii Remarque’a.
Kiedy dziś patrzę na fotografię Józefa w pruskim mundurze, widzę już nie tylko rodzinny portret. Widzę człowieka, którego los prowadził od armii cesarza Wilhelma II, przez okopy Wielkiej Wojny aż do walki o polski Śląsk. A przede wszystkim widzę historię, którą udało się zrekonstruować korzystając z rozproszonych dokumentów, archiwów, starej prasy, książek i rodzinnej pamięci.

Anna Wojewoda-Damasiewicz
Autorka
10 sierpnia, 2026
Data publikacji