Od pikielhauby do Virtuti Militari
Historie rodziny Babiaków odc. 1
Dla innych, starszych, wojna to tylko antrakt, oni potrafią myśleć o tym, co będzie potem. My zaś zostaliśmy przez wojnę porwani i nie wiemy, jak to się skończy.
Erich Maria Remarque, „Na Zachodzie bez zmian”
Józef Babiak. Przyrodni brat mojej babci. Zresztą syn także Józefa Babiaka, mojego pradziadka. Ta jedność imion zapewne znacznie wzmacniała więzy rodzinne, nie wiadomo natomiast nic na temat ewentualnych z tego jednobrzmienia wynikających nieporozumień czy qui pro quo, a w języku urzędowym obowiązującym w Kępnie – das Quiproquo – ponieważ 18 marca 1897 roku w tejże miejscowości się urodził. Wielkopolanin, ale taki ledwo, ledwo, bo Kępno leży zaledwie o rzut beretem od Opolszczyzny, czyli prawie Ślązak. Nieświadom czekających go konsekwencji, załapał się jeszcze na wiek dziewiętnasty, zwany w europejskim kręgu kulturowo-gospodarczym wiekiem pary i elektryczności. Właśnie w roku narodzin Józefa hucznie obchodzono Diamentowy Jubileusz (czyli 60-lecie) panowania nad Wielką Brytanią i przyległościami królowej Wiktorii, jednocześnie zaś, jednak chyba bez związku z obchodami rocznicowymi, w Londynie ukazała się drukiem nieśmiertelna powieść Brama Stokera „Dracula”. Nie sądzę, żeby Józef miał kiedykolwiek okazję ją przeczytać…
Matką Józefa była Julianna z Pruchnickich. Długo na tym świecie jednak nie zagościła, zmarła młodo – zapewne z powodu choroby – 14 sierpnia 1908 roku, gdy Józek miał zaledwie 11 lat. Pradziadek po pół roku ożenił się ponownie, co ma duże znaczenie dla mnie, ale dla małego chłopca pewnie nie było aż tak istotne, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo.
Józek wszedł gładko w XX wiek, dorastał, zdobywał doświadczenie i wiedzę – w 1911 roku ukończył czteroklasową szkołę w Krążkowach. W drugiej połowie tego samego roku jego ojciec został służbowo skierowany do Nassau w głębi Niemiec. Rodzina przeprowadziła się razem z nim i dopiero pod koniec 1915 roku pradziadek wystarał się o przeniesienie do podwrocławskiego Kattern, gdzie osiedlili się na kilka lat, przed powrotem do Kępna. To właśnie w Kattern, idąc w ślady ojca, Józef związał się z kolejnictwem. Ta kolej, jakby odziedziczona po wieku pary, mocno zaznaczyła się w historii rodziny, bo pracowali na niej później również niektórzy z jego braci.
W latach 1916-1918 Józef jako mimowolny poddany Kaisera służył w armii niemieckiej, a dokładnie w 22. Pułku Piechoty „Keith”, wchodzącym w skład 11. Dywizji Rezerwowej.
Począwszy od maja 1916 r. piechur Babiak walczył – jeszcze przypuszczalnie w obowiązkowej pikielhaubie i zapewne regulaminowym mannlicherem – we Flandrii i pod Artois. Później przeszedł piekło nad Sommą, biorąc udział w największej bitwie I wojny światowej, w której zginęło lub zostało rannych ponad milion żołnierzy. Tam jego dywizja początkowo uczestniczyła w walkach pod Hem (dzisiejsze Hem-Monacu) na północny zachód od Péronne, między Maurepas a Cléry. Mapa z monografii „Somme-Nord. Teil 2: Die Brennpunkte der Schlacht im Juli 1916” pokazuje jej pozycję 20 lipca 1916 roku jako gęstą pajęczynę okopów, drutu i baterii artyleryjskich między Maurepas a Monacu-Ferme.
Kolejnych szczegółów dostarczają nam publikacje: „Der Weltkrieg 1914 bis 1918. Die Operationen des Jahres 1916: bis zum Wechsel in der Obersten Heeresleitung” oraz „Der Weltkrieg 1914 bis 1918. Die Kriegsführung im Herbst 1916 und im Winter 1916/17: vom Wechsel in der Obersten Heeresleitung bis zum Entschluß zum Rückzug in die Siegfried-Stellung”.
Jesienią 11. Dywizja broniła rejonu Biaches po drugiej stronie Sommy (17 października – 5 listopada 1916) co widać na planach sytuacyjnych, natomiast w listopadzie wycofano ich pod Lens, gdzie spędzili zimę.
W 1917 roku rotacje trwały w najlepsze: luty pod Douai jako odwód VI Korpusu Rezerwowego, marzec pod Prémont na północny wschód od Saint-Quentin, kwiecień pod Pontruet, potem znów Lens – to w tych walkach Józef otrzymał pierwszą ranę, lekką, bo lista strat z 19 maja 1917 roku notuje go jako „przy formacji”. Rana była na tyle niegroźna, że prawdopodobnie nadal służył na linii frontu i wziął udział w kolejnej masakrze – bitwie pod Arras. Była to szczególnie krwawa batalia, w której niemieckie pozycje zostały zaatakowane przez wojska brytyjskie, kanadyjskie, a na południowym skrzydle – także oddziały australijskie walczące pod Bullecourt. Bitwa nie przyniosła strategicznego przełomu na froncie zachodnim, a kosztowała życie łącznie około 300 000 żołnierzy. To w tamtych rejonach wojenny horror sięgnął zenitu. W „Święcie wiosny. Wielkiej Wojnie i narodzinach nowego wieku” Modris Eksteins opisywał to następująco:
Utrwalona wizja tej wojny: ogłuszający, obezwładniający ostrzał artyleryjski, ataki, podczas których długie rzędy żołnierzy jakby w zwolnionym tempie posuwają się do przodu w błocie, w scenerii przypominającej księżycowe kratery, ostrzeliwani z karabinów maszynowych, natykając się na zasieki z drutu kolczastego, obrzucani granatami, pochodzi właśnie z tych walk (…).
Pod Arras lub – co bardziej prawdopodobne – pod Lens na północ od niego, w lipcu 1917 roku Józef został ranny po raz drugi, tym razem ciężko, a jego nazwisko pojawiło się w niemieckim „Verlustlisten” z 5 września. Jednak dzięki temu ustrzegł się masakry z 15-25 sierpnia, gdy Kanadyjczycy rozbili 11. Dywizję właśnie pod Lens (atak kanadyjskiej piechoty na Wzgórze 70 i Lens przedstawia mapa zamieszczona w „Official History of the Canadian Army in the First World War. Canadian Expeditionary Force 1914-1919”).
W tym czasie awansował na gefreitera – starszego szeregowca. Został też odznaczony Krzyżami Żelaznymi za odwagę, a potem – co jest dla mnie szczególnie ważne – już nie dla Cesarza, ale dla Polski tę odwagę wykorzystał.
Niestety, akta armii pruskiej z okresu I wojny światowej prawie w całości spłonęły w kwietniu 1945 roku podczas bombardowania Poczdamu przez aliantów, więc to i tak cud niemal, że udało się ustalić tych kilka przyczynkarskich faktów. W każdym razie, trochę pokiereszowany, ale jednak przeżył wojnę, mając zdecydowanie więcej szczęścia niż jakieś dwa miliony jego towarzyszy broni.
Gdy z zawieruchy wojennej po 123 latach zaborów zaczęła wyłaniać się niepodległa Polska, II Rzeczpospolita, Józef nie pozostał biernym obserwatorem tych wydarzeń. Po dezercji z armii niemieckiej wstąpił do tworzącego się Wojska Polskiego i od 1 stycznia 1919 roku służył już jako podchorąży 3. Kompanii Wywiadowczej 1. Pułku Strzelców Bytomskich, przemianowanego później na 75. Pułk Piechoty. To właśnie z tą jednostką związał swoją dalszą, pełną brawury służbę.
Tak losy Józefa w owym czasie opisał jego brat, Jan, w piśmie skierowanym do Kapituły Orderu Virtuti Militari:
(…) gdy w 1918 roku dowiedział się o powstaniu polski, natychmiast ruszył. Starał się o 3 dniowy urlop ale już więcej do armiji niemiecki nie wrócił. (…) Walczył z Niemcami. Przeprowadził w Słupi pow. Kępno całą kompletną baterię niemiecką, świadek cała wioska i okolica. Rozbrojił 16 Podoficerów niemieckich w Krążkowach p. Kępno, całą wartę niemiecką pozbierał na granicy i tak dalego się dał w znaki że niemcy wydali 100 000 M. nagrody za jego głowę, w ten czas przeniósł się na Śląsk, tam został dowódcą komp. wywiadowczej w 1 pułku Bytomskim, teraz 75 p.p. Tam kilka mostów w powietrze puścił i fabrykę amunicji oddział Kruppa około Lublińca po stronie Niemiecki, przebierając się jako niemiecki podoficer. Najpierw wysłał pojedynczo 3 kolegów, którzy zostali z chwytani i rozstrzelani, niewykonując życzenia brata. Przytym został brat przez wyżej wymienionych zdradzony jego miejsce pobytu, mając brata ś.p. Józefa w wszystkich aktach gończych i gazetach, także fotografje, a pomimo to wiedząc otym, że czycha na niego śmierć, poszedł i puścił ten Fabrykę Kruppa w powietrze. Niedługo cieszył się tym powodzeniem bo już w nocy 23 na 24 został (…) przez swego kolegę, niejakiego Wawrzyniaka, zastrzelony po stronie niemieckiej koło Bendzina, kończąc 22 rok życia na polu chwały (…) i jest pochowany w spólnej mogile w Sosnowcu. [Zachowana pisownia oryginalna].
Inny opis znalazłam we wniosku dowództwa 75 p.p. z 1922 roku:
W okresie od 01.01.1919 do maja tegoż roku podczas operacji na froncie zachodnim podchorąży Babiak przeszedłszy z partyją na teren państwa niemieckiego wysadził kilka mostów w powiecie Olesno i Kluczbork na Górnym Śląsku, jak również zniszczył prochownię Kruppamühle. Oprócz tego rezultatem jego operacji było także to, że sprowadził ze sobą wielką ilość karabinów maszynowych, koni i innego materiału wojennego. Podczas takiej wyprawy w dniu 24.11.1919 został zabity.
Cechowała go zawsze wielka odwaga osobista, wolność operowania samodzielnie i orientacja.
W książce „Zarys historii wojennej 75-go pułku piechoty” kapitana Marjana Głuta z 1929 roku są dwie wzmianki o Józefie:
Szersze i dalej w głąb prowadzone działania wypadowe wykonywał podchorąży Józef Babiak, za czyny swe odznaczony po śmierci orderem „Virtuti militari” V klasy. (s. 6).
Tutaj to pod Ożarowicami 24 listopada zginął na granicy, w nocy, już przy powrocie z wypadu do swoich ś.p. podchorąży Józef Babiak, zabity przez szpiega i prowokatora niemieckiego (s.7).
Tak oto zakończyły się losy Józefa Babiaka. Mówiąc patetycznie, ale prawdziwie – oddał życie za wolną Polskę i za polski Śląsk. Został pochowany w Mauzoleum Braci Ślązaków na sosnowieckim cmentarzu przy ulicy Smutnej. Pomnik odsłonięto 19 grudnia 1920 roku w obecności tłumów – ówczesna prasa szacowała, że pod bramą cmentarza i wokół kurhanu zgromadziło się nawet sto tysięcy ludzi, w tym liczni powstańcy i delegacje ze Śląska. Wśród przybyłych znaleźli się marszałek Sejmu Ustawodawczego Wojciech Trąmpczyński reprezentujący polski parlament, przedstawiciel Ministerstwa Spraw Wojskowych gen. Wojciech Falewicz oraz Wojciech Korfanty – przywódca powstań śląskich i od początku 1920 roku Polski Komisarz Plebiscytowy na Górnym Śląsku. Dla mieszkańców Zagłębia uroczystość ta była nie tylko hołdem złożonym poległym, lecz także wyraźną manifestacją poparcia dla polskości Górnego Śląska w przededniu plebiscytu. Organizatorzy doskonale rozumieli znaczenie tego wydarzenia. Zadbali nie tylko o fotografie, ale także o jego filmową rejestrację. Kilka miesięcy później nakręcony materiał wyświetlano w śląskich kinach. Dziś jego odnalezienie byłoby dla historyków prawdziwym skarbem.
W czasie pierwszego powstania śląskiego przy tej samej ulicy mieścił się sztab powstańczy, w okolicznych domach chronili się ranni i ścigani przez Niemców – nic dziwnego, że właśnie tu zdecydowano się wznieść mauzoleum.
Sam monument nie przetrwał długo: figury zniszczono we wrześniu 1939 roku, gdy okupanci postanowili zetrzeć z pejzażu miasta świadectwo śląskiej gorączki niepodległościowej. Jednak główna bryła przetrwała i dziś dawne wnętrze mauzoleum stanowi przedsionek kaplicy cmentarnej, a nad wejściem wciąż widnieje oryginalny napis „Poległym Bohaterom Śląska”.
Józef Babiak, przyrodni brat mojej babci, przeżył zaledwie 22 lata. Krótka była to historia życia, ale nie mogłam pominąć jego postaci w opisach zamieszczanych na tym blogu. Z przyczyn, których nie trzeba tłumaczyć.
Już po ukończeniu pracy nad tym tekstem natrafiłam w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej na materiały dotyczące działalności posterunków w Praszce i Gniazdowie – prowadzących w czasie powstań śląskich działania wywiadowcze oraz dywersyjno-partyzanckie – z którymi związany był Józef, a także wspomnienia sierżanta Bolesława Palędzkiego z początków Bytomskiego Pułku Strzelców. Nie zmieniają one zasadniczego obrazu losów Józefa, ale stanowią jego cenne uzupełnienie i potwierdzenie.

Anna Wojewoda-Damasiewicz
Autorka
10 sierpnia, 2026
Data publikacji